Artur Przybysławski w Łodzi.

21 maja 1997r. odbyło się spotkanie z zaproszonym przez Koło Filozoficzne UŁ mgr Arturem Przybysławskim autorem tłumaczenia książki Thomas'a de Quincey "Ostatnie dni Immanuela Kanta."

Artur Przybysławski studiował filozofię na Uniwersytecie Łódzkim, a obecnie od dwóch lat jest doktorantem na Uniwersytecie Jagiellońskim i zajmuje się tak twórczością Kanta jak i samą jego postacią. Zafascynowaniu tym filozofem uległ na drugim roku studiów na pierwszych zajęciach o Kancie. Niezatarte wrażenie wywarły na nim: praca T. Micińskiego i dramat Th. Bernharda o Kancie, ta droga zawiodła go do tłumaczenia książki Thomas'a de Quincey. Nie była ona jednak tak całkiem prosta. W pewnym momencie tłumacz stwierdził: koniec z filozofią. Tak się jednak nie stało, lecz A. Przybysławski przyznaje, że pozostając w kręgu tych samych zainteresowań, chociaż one w toku pracy się zmieniają, Kant jest stale w ich centrum. Tłumacz jest zwolennikiem-jak sam twierdzi - nienaukowego podejścia do Kanta i jego filozofii. Interesuje go postać tego filozofa jako człowieka, bo "ślad człowieka pozostaje w tym co pisze, doświadczenie tego człowieka, który pisze."(A. P.)Artur Przybysławski powołując się na zdanie Carla G. Junga, że często ważniejsze kto coś napisał, a nie to co zostało napisane uzasadnia swój punkt widzenia, naukowa filozofia zajmuje się tekstami, a nie ludźmi. Tłumacz szukał postaci, osoby, tego co skłoniło Kanta do uprawiania właśnie takiej, a nie innej filozofii, szukał odpowiedzi na to pytanie u de Quincey, twierdząc, że "pisarze mają zmysł do filozofii", N. B.. głos z sali odpowiedział, że niektórzy.

Filozofię Kanta często nazywa się filozofią granic, tłumacz dookreśla ją, nazywając "filozofią granic wytrzymałości". Granice pojawiają się dwie: zewnętrzna i wewnętrzna. Zewnętrzna polega na perspektywie "że wszystko może zniknąć, a rozum ludzki i tak pozostanie"(A. P.) To osłabione poczucie rzeczywistości rekompensowane jest głównie przez pedanterie Kanta, która pozwala na asymilację tej rzeczywistości. Życiu Kanta, zdaniem A. Przybysławskiego towarzyszyło nieustannie uczucie bliskości śmierci. Granicę wewnętrzną natomiast, stanowi Ja empiryczne, zjawisko, Ja transcendentalne, które decyduje o spoistości doświadczenia, doświadczenia nie rzeczy, ale jako instancji powyżej naoczności. Zdaniem tłumacza "estetyka transcendentalna" rozkłada to czego w doświadczeniu rozłożyć się nie da. Podmiot jest "magazynem fenomenów". Kant nie wychodzi poza granicę swojego doświadczenia, ma to źródło w lęku, że "od środka przestanie istnieć, a "poza granicami rozumu panuje ciemność."(A. P.)U Kanta występuje "badanie rozumu przez rozum, który cofa się krok wstecz"(A. P.).Ten "krok wstecz" jest potrzebny by stać na "gruncie zrezygnowania z perspektywy rozumowej, która graniczy z szaleństwem"(A. P.).U Bernharda znajduje to wyraz w charakterystyce szaleństwa XX w., a filozofią ,która występuje w granicach szaleństwa jest francuska filozofia współczesna. Szaleństwo jako niewiedza w dramacie Bernharda jest fizjologicznie ujęte jako ślepnięcie, Kant traci wzrok, a filozofia ulega ograniczeniu. Życie Kanta tłumacz proponowałby przedstawić za pomocą "rysunku" A. Huxley'a z "Kontrapunktu." gdzie rozwój człowieka był przedstawiony jako postać z coraz bardziej rozrastającą się głową, a karlejącym ciałem, z tą różnicą, że postać Kanta pod koniec życia miałaby maleńką głowę, a ogromne ciało. Zdaniem tłumacza niedołężne ciało zdominowało umysł Kanta.

Po zakończeniu prezentacji nie tyle książki, co wrażeń i powodów, które tłumacza skłoniły do zainteresowania się Kantem, rozpoczęła się dyskusja. Poglądy A. Przybysławskiego spotkały się z różnymi uwagami krytycznymi m. in., jaki cel ma "dohumanizowanie" Kanta?, co czerpie się z takiej perspektywy uprawiania filozofii? W odpowiedzi tłumacz stwierdził, że "dokopanie się do człowieka, który stoi za tekstem ma sens" ponieważ "Kant jako człowiek przeżywał coś, ale jako Kant ", właśnie on jako właśnie ta jednostka napisał "Krytykę czystego rozumu. Pojawił się też zarzut, że tłumacz poczynił złe założenie, ponieważ teksty Micińskiego i de Quincey są tylko literaturą, a ten sposób widzenia filozofii jest bardzo bliski psychografii, modnej w latach 70.,ale nie teraz. Zabawa literacka to nie filozofia. Tłumacz bronił się, że "chodziło mu o to by ukazać jak mogło wyglądać doświadczenie Kanta, co w tym systemie jest osobiste. Powołał się na zdanie F. Nietzschego aby szukać w twórczości postaci twórcy, a nie tylko rozważać treść. Jeżeli Kant "zapełniał papier to coś przeżywał, bo filozof musi coś przeżywać by pisać. Ta wizja to " domniemanie motoru sprawczego".

Stanowisko A. Przybysławskiego znalazło też obrońców. Perspektywa artystyczna jest pewnego rodzaju perspektywą filozoficzną, ale nieracjonalistyczną, która polega na ukazaniu związków człowieka z dziełem. Ktoś powiedział, że jest to perspektywa, która w pewnym stopniu wywodzi się od Kanta. Wizja racjonalistyczna wyraźnie oddzielająca codzienność od sfery poznania jest jedynie założeniem, można przyjąć inną, jeżeli zajmuje się stanowisko, że rozum się wyczerpał. Wynikła też kwestia do jakiego stopnia można zaufać quinceyowskiej koncepcji postaci Kanta. Z wypowiedzi tłumacza wynikało, że dał się bez reszty przekonać autorowi. Niektórzy z obecnych okazali dużo sceptycyzmu.

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że sylwetka autora książki została w dyskusji zupełnie pominięta. Thomas de Quincey stał się jedynie "szybą". Na usprawiedliwienie, trzeba dodać, że było to spotkanie z Arturem Przybysławskim, a nie Thomas'em de Quincey.

Thomas de Quincey (1785-1859) ang. myśliciel i krytyk epoki romantyzmu, przyjaciel "poetów jezior" (Lake School);ogłaszał eseje o tematyce filoz.(popularyzował filozofię niem., gł. Kanta) ,lit., teol. i ekon., pisał kunsztowną prozą poet.; jako krytyk wychodził od analizy własnych odczuć przy lekturze omawianych utworów, najwyżej cenione są jego szkice autobiograficzne; "Confessions of an English Opium Eater.” 1822, 1856, “Authobiografic Sketches." 1853-54. (s. 581, t. 1 Enc. Pow. PWN W-wa 1973)

sporządziła Matylda Siemienowicz